Etna, Z mojej twórczości, Śladami moich przodków, Kontakt, Sprawy Polaków, Ciekawostki z Sycylii

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sprawy Polaków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sprawy Polaków. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2015

Prezentacja książki Teresy Bobrowskiej „Come le gru”

Podczas prezentacji obecna była autorka, pani Teresa Bobrowska oraz m.in. nasi rodacy ze stowarzyszeń: Dagome i Amici dell’Europa z siedzibą w Katanii.
Na zdjęciu: Teresa Bobrowska, autorka książki Come le gru
Foto: Bożena Zofia Kachel


28 lipca 2015 roku w sali Centro Pio La Torre przy Placu Santa Lucia w Syrakuzach miało miejsce spotkanie poświęcone prezentacji książki Teresy Bobrowskiej pt. „Come le gru” (Dalla Polonia in viaggio per la vita).
Na zdjęciu od lewej: Mauro Buscemi, Barbara Sidoti, Daniela La Runa i Grażyna Czogała
Foto: Bożena Zofia Kachel

Książka Come le gru została wydana we Włoszech przez wydawnictwo „People&Humanities”, Palermo – Sicilia, w lipcu 2015 r. Po wstępnym słowie wnuków pani Teresy Bobrowskiej, Alessandro i Eliany Ferro, Dyrektor Wydawnictwa, pan Mauro Buscemi, jako pierwszy przedstawił Come le gru i jej walory. Natomiast o tle historycznym książki opowiedziała pani Grażyna Czogała, członkini Stowarzyszenia polsko-włoskiego Amici dell’Europa. Po czym głos zabrały: pani Barbara Sidoti i pani Daniela La Runa oraz sama autorka.

Na zdjęciu: Zgromadzona publiczność
Foto: Bożena Zofia Kachel

Come le gru to unikalna opowieść, źródło dokumentujące fakty, podczas przymusowej wędrówki po świecie, nie tylko widziane oczami pani Teresy, ale przeżyte w okresie i po II Wojnie Światowej. Udokumentowane w tej publikacji przeżycia autorki przedstawiają prawdziwą historię wielu rodzin narodu polskiego – skrywaną przez wiele lat – godną przekazania obecnym i następnym pokoleniom.

Na zdjęciu: Teresa Bobrowska z niektórymi Polkami
Foto: Z archiwum Bożeny Zofii Kachel


Napisanie tej opowieści zawdzięcza się wnukom pani Teresy, Alessandro i Elianie Ferro. Nakłonili babcię, bo chcieli poznać historię jej pochodzenia, o której tak mało opowiadała. Pani Teresa nie ukrywa, że cofanie się w przeszłość i opowiadanie tego, co przyniosło jej cierpienia, było dla niej zawsze bardzo bolesne. Urodziła się w ówczesnej Polsce na Kresach w 1927 r., a 10 lutego 1940 r. jej życie zamieniło się w długą, bezpowrotną wędrówkę. Rodzina Bobrowskich została deportowana i wraz z innymi polskimi rodzinami wywieziona na północ ZSRR-u przez Tojmę do Jużnej. Po amnestii w 1941 r. wędrówka pani Teresy przybrała kierunek południowo-wschodni i południowy, tj. Uzbekistan, potem przez Morze Kaspijskie dotarła do Iranu (Pahlavi), następnie do Karachi w Pakistanie i ostatecznie do Tanganiki (dziś Tanzanii) w Afryce „Polskiego Osiedla Tengeru” (przed Wielkanocą 1943 r.).


Na zdjęciu: Polskie Osiedle Tengeru
Foto: Z archiwum Teresy Bobrowskiej
  
Podczas tułaczki autorka książki straciła większość członków rodziny i została rozdzielona od matki, którą spotkała dopiero po 24 latach w 1967 r. W tym samym roku przeżyła nową tragedię, śmierć męża. Dziś, 88-letnia, pani Teresa Bobrowska mieszka w Syrakuzach.

Z powodzeniem można potraktować tę książkę, jako lekturę, która przenosi nas w odległe czasy, zakątki i kultury, będąc prawdziwym źródłem historii.

Pomimo upalnego popołudnia spotkanie cieszyło się wielkim zainteresowaniem.

Bożena Zofia Kachel
Stowarzyszenie Kulturalne „Dagome” w Katanii



sobota, 7 czerwca 2014

Święty Jan Paweł II Papież. Człowiek, który przyszedł z daleka

Polacy i Włosi w Katanii uczcili pamięć Świętego Jana Pawła II, niedawno kanonizowanego Papieża, spotkaniem o charakterze historyczno-literackim pod hasłem „Człowiek, który przyszedł z daleka”. W programie spotkania znalazły się: lektura utworów autorstwa ówczesnego Karola Wojtyły, pieśni w języku polskim i włoskim, refleksje, osobiste wspomnienia o Ojcu Świętym oraz słodki poczęstunek.  

1 czerwca 2014 roku w sali przy kościele parafialnym Św. Leona w Katanii odbyło się spotkanie o charakterze historyczno-literackim przygotowane z inicjatywy Stowarzyszenia Kulturalnego „Amici dell’Europa” i Bożeny Zofii Kachel (we własnej osobie) członka Stowarzyszenia Kulturalnego „Dagome” przy współpracy z Diakonem Giuseppe Cannizzo.

Fot. Iwona Mikina  

Po powitaniu zgromadzonych gości, wyrażeniu zadowolenia z pomysłu tego spotkania i skierowaniu podziękowania pod adresem Ewy Świderek, przedstawicielki Stowarzyszenia Kulturalnego „Amici dell’Europa” oraz innych osób biorących aktywny udział w przygotowaniach tej uroczystości, Pan Diakon wprowadził nas modlitwą w atmosferę spotkania.

W sali obok, przy stołach nakrytych wg polskiej tradycji, ozdobionych także mirtem, Ewa Świderek, witając wszystkich, przekazała specjalne pozdrowienia dla Prezesa Stowarzyszenia Kulturalnego „Amici dell’Europa”, Kazimiery Wojnickiej, niemogącej uczestniczyć w spotkaniu. Po czym włoski historyk, dr Giuseppe Mazzaglia przybliżył postać Świętego Jana Pawła II, przedstawiając jego biografię na tle historycznym, łączącym nasze ojczyzny: Polskę i Włochy.

Fot. Iwona Mikina

Mottem wypowiedzi dr Mazzagli stały się słowa Papieża z dnia 16 października 1978 roku, uroczystej inauguracji pontyfikatu: „Io vengo da un paese lontano, ma vicino per la tradizione religiosa e culturale che ci lega.” (Przybywam z dalekiego kraju, ale bliskiego pod względem tradycji religijnych i kulturalnych, które nas łączą.). Historyk zwrócił szczególną uwagę na teksty naszych hymnów państwowych i na datę 18 maja. W hymnie polskim śpiewamy: „Z ziemi włoskiej do Polski.”, a we włoskim „Il sangue Polacco” (Polska krew). Natomiast 18 maja (1920 r.) urodził się Święty Jan Paweł II i tego samego dnia, 24 lata później (1944 r.), miała miejsce Bitwa o Monte Cassino. Wspomniał on także, że na okres biskupstwa Karola Wojtyły przypadły obrady II Soboru Watykańskiego, w których aktywnie uczestniczył i że w tym okresie odbył swoją pierwszą podróż na Sycylię w towarzystwie abp Antoniego Baraniaka. Biskup Wojtyła dotarł do Katanii, gdzie został przyjęty przez pana Ciancio. Chciał zobaczyć popiersie Św. Agaty, ale to nie było możliwe, gdyż Świętą Agatę można zobaczyć tylko 2 razy w roku: w lutym i w sierpniu. Wybrał się więc na Etnę, nawiedzając po drodze kościół Świętego Bernarda w Nicolosi.

Przed Wojtyłą na Sycylii pojawili się m.in. Stefan Ittar – architekt polskiego pochodzenia (w XVIII w. w Katanii) oraz kard. Stefan Wyszyński z biskupem Antonim Baraniakiem (w maju 1957 r. w Syrakuzach i Massynie).

Historyczny akcent o Świętym Papieżu został zakończony hymnem emigrantów południowej Polski w wykonaniu Zofii Tarasiewicz, laureatki 2 „Baszt” (1996 r., 2001 r.), która oczarowała wszystkich nie tylko swoim pięknym głosem, ale także oryginalnym strojem góralskim.

Fot. Iwona Mikina

Główna część spotkania o charakterze literackim została poświęcona lekturze poezji Karola Wojtyły: jako poeta był najpierw zafascynowany Biblią i renesansem, potem romantyzmem; wczesne utwory publikował pod pseudonimami literackimi Andrzej Jawień, AJ i Piotr Jasień, a po 1961 roku – Stanisław Andrzej Gruda; w poematach Pieśń o Bogu ukrytym oraz Pieśń o blasku wody skupia się nad człowiekiem, nad jego doświadczeniem i obcowaniem z naturą, nad tajemnicą bytu oraz nad istnieniem Boga.

Wiersze Wojtyły: Wybrzeża pełne ciszy, Z wolna słowom, Nad studnią w Sychem, Myśląc Ojczyzna… przeczytały po polsku: Bożena Zofia Kachel, Ewa Świderek i Zofia Tarasiewicz, a po włosku: Grażyna Czogała, Rosanna Judica, Barbara Zapaśnik i Giuseppę Mazzalia. Lekturę wierszy przeplatały pieśni, po polsku: Barka i Ty Panie, a po włosku: Un uomo venuto da lontano i Terra nostra.  

Fot. Mario Dell’Aquila

Zaś swoje refleksje i wspomnienia dotyczące postaci Świętego Papieża przedstawili:

Ewa Świderek w 1994 roku uczestniczyła w spotkaniu Papieża z mieszkańcami Katanii i okolic na stadionie w Katanii (4 listopada). Znajdowała się także wśród wielbicieli Papieża, 5 listopada wieczorem, przy Placu Borselino, naprzeciw Pałacu Biskupiego, w dzień imienin Karola, gdzie przez ponad godzinę Papież słuchał rozśpiewanego tłumu, który także zaśpiewał dla Niego „Sto lat” po polsku. A papież żegnając zgromadzonych, około godz. 22.00, żartobliwie powiedział: „Cari miei, anche il Papa è stanco e deve andare a dormire” (Moi drodzy, także Papież czyje się zmęczony i powinien iść spać.).

Panu Diakonowi Giuseppe Cannizzo zostały na zawsze w pamięci słowa Świętego Jana Pawła II, wypowiedziane w 2000 roku, „Coraggio! Cristo è con Voi.” (Odwagi! Chrystus jest z Wami.). A miało to miejsce podczas pielgrzymki z grupą z Katanii znajdującej się w tym czasie w Watykanie na Placu Św. Piotra.

S. Franciszka Bojarska pierwszy raz widziała Papieża w 1979 r. w Warszawie, drugi raz w 1984 r. w Rzymie i od tego spotkania, mającego formę bezpośredniej rozmowy, dosyć często miała okazję nie tylko widzieć, ale i rozmawiać z Ojcem Świętym. Spotkała też Papieża na Sycylii, kiedy przebywała w Roccalumera, a Papież był wtedy z wizytą w Mesynie. S. Franciszka i jeszcze 2 siostry pozdrowiły wówczas Jana Pawła II podchodzącego do ołtarza, po polsku: „Szczęść Boże”. Ojciec Święty natychmiast odwrócił się, podszedł do nich i pobłogosławił znakiem krzyża. S. Franciszka uczestniczyła także w obchodach pogrzebowych i kanonizacyjnych Papieża.

Zofia Tarasiewicz witając wśród nas Świętego Jana Pawła II przedstawiła swoje refleksje w wersach.

Fot. Iwona Mikina

dr Giuseppe Mazzaglia 3 razy był blisko Papieża: w 1979 r. i 1981 r. w Watykanie i 1994 r. w Katanii.

Bożena Zofia Kachel (ja) nie poznałam osobiście Świętego Jana Pawła II, ale uczestniczyłam w 1991 r. we Mszy Św. w Płocku (w Polsce), przy okazji IV wizyty Papieża w kraju; w lipcu 1992 r. byłam na środowej audiencji w Bazylice Św. Piotra; a w 1994 r., podczas wizyty Papieża na Sycylii, byłam w Katanii na Placu Duomo i przy Placu Borselino. Jednak największą radość dało mi uczestnictwo w obchodach kanonizacji. 27 i 28 kwietnia 2014 r. byłam w Watykanie na Placu Świętego Piotra. Mimo, że znalazłam się tam z powodu pracy, jako pilot wycieczek opiekowałam się pielgrzymami z Polski, to emocje jakie wywarła na mnie kanonizacja pozostaną w moim sercu na zawsze. 

Przed słodkim poczęstunkiem, wśród którego królowały „Kremówki” uwielbiane przez Jana Pawła II, słuchaliśmy jednej pastorałki śpiewanej przez samego Papieża. 

Szczególne podziękowanie za współpracę w organizacji spotkania zostało skierowane do Diakona Giuseppe Cannizzo i dr Giuseppe Mazzagli. W imieniu Stowarzyszeń Ewa Świderek wręczyła im książki polskich autorów oraz zaprosiła wszystkich do skosztowania słodkości przygotowanych przez nasze koleżanki Polki.

Fot. Paweł Andrzejewski

poniedziałek, 22 lipca 2013

O emigracji naszych rodaków, cz. II


W połowie czerwca w Katanii miałam okazję spotkać naszych rodaków przebywających na wakacjach. Pewien młody magister ekonomii, Szymon, mieszka i pracuje w Polsce. Na Sycylię przyleciał, aby zregenerować swoje siły w trochę wyższej temperaturze niż w kraju. Ania i Marta, koleżanki ze studiów w Polsce, mieszkające poza granicami ziemi ojczystej. Ania przyleciała Londynu, gdzie od roku znalazła zatrudnienie, a Marta z Dubaju, gdzie pracuje już od 4 lat.
 
W tej części przedstawione zostaną refleksje na temat emigracji naszych rodaków na podstawie rozmowy z Szymonem, który na Sycylii przebywał już po raz trzeci. Jego pierwszy pobyt w 2006 roku związany był z obyciem stażu przy Urzędzie Gminy w Katanii. Zaś drugi i trzeci - to pobyty turystyczne. Szymon zachwycił się bardzo kuchnią włoską i już obiecał sobie, że za rok też odwiedzi Sycylię.
 

Na zdjęciu od lewej: Bożena Zofia Kachel i Szymon (z prywatnego archiwum Bożeny Zofii Kachel)
 
 
Szymon często podróżuje po świecie. Jednak w żadnym z odwiedzanych krajów nie zatrzymał się w celu poszukiwania pracy. Kocha Polskę i w Polsce realizuje swoje marzenia. Ukończone studia i zwycięstwo w konkursie na najlepszy projekt rozwoju terytorialnego utorowały mu drogę do kariery. Dziś prowadzi firmę i ze wspólnikiem osiąga zadawalające sukcesy. W drodze do sukcesu najbardziej ceni sobie własny wysiłek oraz dobrą organizację stanowiska pracy.

Pomimo osobistych sukcesów Szymon obserwuje duży procent młodych ludzi wyjeżdżających z kraju w poszukiwaniu pracy. Często są to dobrze wykwalifikowani fachowcy. Na podstawie własnych kontaktów twierdzi, że nasi fachowcy nie napotykają większych trudności ze znalezieniem pracy w jakimkolwiek kraju i mają satysfakcję z otrzymywanego wynagrodzenia. Niestety nie może wyrazić takiej samej opinii o wynagrodzeniu młodych pracowników w kraju. Obserwacje Szymona podzieliły, Ania i Marta, które są żywym przykładem emigracji wykształconej młodzieży.

Na zdjęciu od lewej: Marta, Ania i Bożena Zofia Kachel (z prywatnego archiwum Bożeny Zofii Kachel)
 
 
Na podstawie środków masowego przekazu Szymon przytacza, że najwięcej osób wyjeżdża z Polski do Anglii, na drugim miejscu stawia Niemcy, potem Norwegię itd., lecz nie uznaje tych statystyk za bardzo istotne. Nie ma znaczenie, dokąd udają się nasi rodacy? Poważnym problemem jest jednak fakt, dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nadal Polacy emigrują? Ogólnie Szymon widzi start życiowy dorosłego młodego człowieka w Polsce w bardzo ciemnych barwach. Dostępne oferty pracy dla młodych to prace stażowe lub na tzw. umowach „śmieciowych”, gwarantujących wynagrodzenie, wystarczające zaledwie na kawałek chleba bez prawa do urlopu. Jest to podstawowy i zasadniczy powód, przyczyniający się do ciągłej emigracji. Ponadto oferty pracy są tak określane, żeby większość kandydatów po rozmowach kwalifikacyjnych zrezygnowała sama. Przynajmniej 90% ofert to propozycje z obowiązkową biegłą znajomością języka angielskiego. Bardzo często wymagana jest dobra znajomość obsługi różnych programów komputerowych oraz mile widziana dobra znajomość drugiego obcego języka. W wielu przypadkach pracodawcy naprawdę przesadzają, a na niektórych stanowiskach powyższe wymagania wcale nie są potrzebne.

W środowisku zamieszkania, w szczególności, wśród rówieśników Szymon obserwuje ogólne niezadowolenie z sytuacji na rynku pracy. Zdaniem większości nasz rząd powinien zrobić więcej w kierunku tworzenia nowych miejsc pracy, powinien przywrócić obowiązkowo godne umowy o pracę oraz ustalić wynagrodzenia proporcjonalne do wydatków. Gdyby ludzie w Polsce mogliby zarabiać nieco więcej, to z pewnością nie szukaliby takiej okazji w obcych krajach.

Podczas naszej rozmowy Szymon zdał sobie sprawę, że dużym procentem emigrujących z Polski są także kobiety w wieku 40-60 lat, bo dla takich kandydatów znalezienie zatrudnienia w kraju jest praktycznie niemożliwe. Na Sycylii w takim wieku przebywa dużo Polek, mimo że tu zarobki są stosunkowo niskie.

niedziela, 20 maja 2012

O emigracji naszych rodaków…

Przez emigrację w tym tekście należy rozumieć wyjazd z kraju w celach zarobkowych, gdyż o tego typu emigracji będzie mowa. A właściwie o tym, co myślą o emigracji naszych rodaków Polacy mieszkający w kraju? Polacy, którzy sami nie zdecydowali się na taki krok. Dlaczego? Dowiemy się o tym na podstawie rozmów z niektórymi moimi rozmówcami.

Część I

Na podstawie rozmowy z panią Anną.

Podróżując po kraju miałam okazję przebywać w małych i dużych miejscowościach, gdzie ze zwykłej ciekawości nawiązywałam rozmowy z miejscową ludnością na temat emigracji. Wiele osób bardzo chętnie podtrzymywało nasze konwersacje, uświadamiając mnie o tym, że w każdym polskim środowisku mówi się dużo i często o emigracji. Szczerze mówiąc to mnie wcale nie zaskoczyło. Faktycznie w kraju wiele dyskutuje się o emigracji i o jej efektach. Im bardziej środowisko odczuwa brak miejsc do pracy, tym bardziej frapuje je dyskusja na temat emigracji. Wówczas w opinii społeczeństwa wyłaniają się w większości jej pozytywne strony. Wśród nich należy wyszczególnić możliwość przetrwania kryzysu oraz szybkiego podniesienia własnej stopy życiowej. Wiele osób zdobyło się na ten krok i wyjechało z kraju, wcale tego nie żałując. Tak mówią o nich członkowie ich rodzin oraz znajomi.   

Odwołując się natomiast do statystyk możemy powiedzieć, że liczna część społeczeństwa polskiego nie popiera emigracji. Wręcz przeciwnie, silnie ją krytykuje i z zażenowaniem wypowiada się o jej przyczynach. Taki punkt widzenia mają na ogół osoby, które w najbliższej rodzinie nie doświadczyły choćby czasowej emigracji, bądź z jej przyczyny doznały tragedii rodzinnej.

Pani Anna, mieszkanka Długosiodła, gminnej miejscowości, liczącej około 1350 mieszkańców, podzieliła się ze mną swoimi odczuciami. Z najbliższej rodziny pani Anny nikt nie przebywał i nie przebywa w celu zarobkowym poza granicami naszego kraju. Pani Anna jest mężatką i matką (dwojga dzieci), prowadzi własną działalność gospodarczą, zakład fryzjerski. Zatrudnia jednego pracownika. W zawodzie fryzjerskim pracuje ponad 20-ścia lat. Jest rodowitą Polką dumną z tego, że mieszka w Polsce. Nie narzeka też, że mieszka w małej miejscowości. Wiemy, iż w małych miejscowościach istnieją znikome szanse podjęcia pracy w miejscu zamieszkania oraz to, że małe środowiska często niekorzystnie wpływają na rozwój umiejętności profesjonalnych. W przypadku pani Anny wcale tak nie było i nie jest. Otóż, pani Anna należy do osób odważnych, wytrwałych i przede wszystkim bardzo pracowitych. Nie bała się zainwestować we własną działalność. Choć przyznała, że wielokrotnie wyjazd za granicę kusił ją bardzo, ale za każdym razem w tej kwestii przemówił rozsądek.

Dlaczego pani Anna nie poddała się emocjom? Dlaczego nie wyjechała jak wielu innych? Otóż pani Anna patrząc na emigrację ze wszystkich możliwych stron widzi w niej więcej złego niż dobrego. Po pierwsze, przypuszcza, że ze względu na ogólnie duże bezrobocie na świecie, start na rynku pracy w wyuczonym zawodzie w jakimkolwiek kraju z pewnością jest o wiele trudniejszy niż w kraju rodzinnym. Tym samym sądzi, że rozwój kwalifikacji zawodowych zostaje niejednokrotnie tłumiony, wręcz niemożliwy. Wiele słyszy się o tym, że często z konieczności nasi rodacy za granicą podejmują pracę służebną, jako pomoc domowa, opiekunowie dzieci czy osób starszych. I choć według pani Anny żadna uczciwa praca nie znieważa godności człowieka, to taką możliwość uważa za żenującą. Nie wyobraża sobie takiego własnego startu za granicą, dlatego nie poddała się pokusom wyjazdu.

Po drugie, o wyjazdach młodych fachowców z kraju mówi, jako o olbrzymim elemencie wpływającym negatywnie na ogólny rozwój Polski. Z przykrością dodaje, że w ostatniej dziesięciolatce nasz kraj został dotknięty właśnie tym fenomenem. Rozpoczął się on wówczas, kiedy to młodzi specjaliści masowo wyruszyli za pracą do krajów UE. Pani Anna uważa, że nasi młodzi dobrzy fachowcy mają duże szansę zrealizowania się w kraju. Sama jest tego przykładem. A ona zaczynała w czasach o wiele trudniejszych. Ogólnie było trudniej pod każdym względem i na każdym kroku. W tamtych czasach trudno było rozwinąć własną działalność, ale jeszcze trudniej było wyjechać do krajów zachodnich. I tak pani Anna postanowiła wypróbować swoje predyspozycje zawodowe na terytorium naszego kraju, otwierając własny zakład. Dziś jest w stanie powiedzieć, że jej się powiodło i że nie żałuje swojej decyzji.  
  
 Na zdjęciu: Pani Anna
Fot. Bożena Zofia Kachel

 A po trzecie, pani Anna sądzi, że wyjazdy za granicę na długi okres czasu źle wpływają na stosunki rodzinne. Nie widzi się w roli żony z mężem przebywającym poza krajem. A jako żona i matka nie wyobraża sobie życia z dala od domu. Jest szczęśliwa, że pracuje właściwie w domu. Część budynku mieszkalnego zaadoptowała na zakład. Przez to nie traci czasu na dojazdy do pracy i ma możliwość nadzoru nad niepełnoletnimi dziećmi. Ponadto w jej przekonaniu dobre wychowanie dzieci powinno opierać się na wzorcowej pracy rodziców. Dzieci powinny mieć jak najwięcej możliwości obserwowania pracy rodziców i okazji do wdrażania się do drobnych prac. Daje to pozytywny efekt kształtowania odpowiedzialności, sumienności oraz szacunku do często zmęczonych rodziców. Dlatego też pani Anna nie wyobraża sobie wychowywania dzieci z dala od ojca, a jeszcze bardziej z dala od matki. Miłość rodzicielską uważa za najcenniejszy dar życia. Jej zdaniem rodziny nie powinny rozdzielać się na długo, żeby nie tracić tego cennego daru. Natomiast na pytanie, co mogą odczuwać matki wyjeżdżające za granicę i pozostawiające nawet maleńkie dzieci, pani Anna nic nie odpowiedziała. Dodała tylko po chwili, że nikomu nie życzy doświadczać takich uczuć.

Korzystając z okazji nadchodzącego Dnia Matki, razem z panią Anną pragniemy życzyć wszystkim Matkom, żeby jak najdłużej miały swoje Pociechy przy sobie, a potem, żeby one nie zapominały o swoich Matkach. Jeszcze jedno, żeby słowo emigracja na zawsze pozostawało tylko tematem do dyskusji i nigdy nie przeradzało się w konieczne realia. 

środa, 7 września 2011

Podróż, którą trudno będzie zapomnieć

Polski autokar spłonął na parkingu w Austrii. Nie było ofiar i ciężko rannych, ale… - opowiedziała jedna z pasażerek.

30 sierpnia około godz. 22:30 doszło do zdarzenia blisko stacji benzynowej przy autostradzie A2 na terytorium Austrii, niedaleko od miejscowości Zöbern. Polski autokar należący do Biura Usług Turystycznych WACTUR spłonął po zjeździe na parking.
Autokar jechał z Nowego Sącza do Battipaglia (prowincja Salerno) i podróżowało nim około 50 osób. Większość podróżnych w tym czasie drzemała. Po zatrzymaniu się autokaru jedna z pasażerek, siedząca w tylnej części, zauważyła buchające płomienie z komory silnika i zaczęła krzyczeć. W autokarze powstał chaos. Wszyscy, jak najszybciej, chcieli wydostać się na zewnątrz. Mimo natychmiastowej reakcji kierowcy otwarcie drzwi trwało kilka sekund. Utrudnili to pasażerowie poderwani do ucieczki.
Narratorka tych wiadomości miała poważne problemy z wyjściem, gdyż pasażer siedzący przed nią miał rozłożone siedzenie. To wprowadziło ją w jeszcze większy stan nerwowego napięcia i uniemożliwiło ratowanie osobistych rzeczy. Z autokaru wyniosła jedynie torebkę z dokumentami. Torba z jedzeniem, kurtka i inne drobiazgi spłonęły. 
Na szczęście jeden z pasażerów, obywatel Włoch – Luciano z Neapolu, okazał wielką odwagę i racjonalność myślenia: powybijał szyby, dając w ten sposób dopływ powietrza i na wypadek konieczności możliwość ucieczki przez okna; zaczekał aż wszyscy wyszli i sam wyszedł ostatni; pomagał przy gaszeniu ognia gaśnicą. Obywatel ten zasługuje na słowa podziękowania od wszystkich podróżujących tym autokarem.
Niektórzy zaspani pasażerowie wybiegli bez butów, kalecząc się o szkła z rozbitych szyb. Większość z nich utraciła swoje podręczne bagaże, a razem z nimi jedzenie i dokumenty. Natomiast nikt nie utracił zasadniczego bagażu. Wszystkie walizki i torby podróżne z bagażników zostały wyciągnięte.
Na miejsce zdarzenia przyjechali: pogotowie, policja, straż pożarna i ekipa wolontariuszy. Niestety zanim przyjechała straż pożarna, po około 30 minutach, autokar był już w płomieniach i po stłumieniu ognia pozostał z niego tylko szkielet. Przyczyną zdarzenia mogło być prawdopodobnie pękniecie jednego z przewodów, ale na ten temat opinia musi wyjść od ekspertów. Nikt na szczęście nie utracił życia i nikt nie został poważnie ranny. Pomocy lekarskiej poszkodowanym udzielono na miejscu i nikt nie został przewieziony do szpitala. Podróżujący otrzymali wodę do picia i zostali przyjęci na nocleg w pobliskim hotelu.
W środę 31 sierpnia około godz. 7:30 Biuro Podróży WACTUR przysłało autokar zastępczy. Przedstawiciel firmy podał także numer telefonu do Warty, Towarzystwa Ubezpieczeniowego i Reasekuracji S.A. w celu indywidualnego zgłaszania strat. O godz. 8:15 zastępczy autokar wyruszył w dalszą drogę. Kontynuacja podróży przebiegła w stresie i niezadowoleniu podróżnych. Pasażerom nie zostało zorganizowane śniadanie i nie zapewniono bezpłatnie wody do picia, wiedząc, że niektórzy utracili cały swój ekwipunek spożywczy. Ponadto Biuro Podróży nie przeprosiło pasażerów za opóźnienie i wynikłe trudności w podróży. Nasza rodaczka dojechała do celu z około 10 godzinnym opóźnieniem.