Etna, Z mojej twórczości, Śladami moich przodków, Kontakt, Sprawy Polaków, Ciekawostki z Sycylii

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tłumaczenia literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tłumaczenia literackie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2015

Wojciech Kudyba „Bosco”

Polecam (za zgodą autora i tłumacza) lekturę wiersza „Las” Wojciecha Kudyby, który ukazał się w zbiorze wierszy „W końcu świat”, Sopot 2014, str. 102 oraz jego tłumaczenie na język włoski Bernadetty Mól.

Autor: Wojciech Kudyba

Las

Czym był ten las liściasty, ta rozmowa
Szelest, ten szmer, trzask chrustu, zawodzenie czajki
Ten grząski grunt, niepewność, turzyce, kaczeńce
To zapadanie się, znikanie, zbliżanie się
Obcość?

Co znaczyły podejścia – wyciąganie ręki
Skradanie się w ciemności, łowy nietoperzy
To szamotanie się, te rany – płacz
Ściskanie zębów, pisk rudzika
Bas sowy, ten ból
Ta obecność?

Czym była leśna rzeka? – Schronieniem?
Nadzieją? Z brzegami w ostach, w szuwarach
Z pijawkami w głębi; musieliśmy
Nad nią mieszkać, to znaczy: gdzie indziej
Być może obietnicą…
Być może pragnieniem…

Tłumaczenie na język włoski: Bernadetta Mól

Bosco

Che cosa era quel bosco latifoglio, quella conversazione
il fruscio, quel brusio, lo scricchio dei ramoscelli, il cigolio di pavoncella 
Quel fondo traballante, l’incertezza carici, la farferugine
Quell’affondare, lo svanire, l’avvicinarsi, cosa erano,
Dissomiglianza?

Che cosa significavano ravvicinamenti – il tendere la mano
l’avvicinarsi di soppiatto, la caccia dei pipistrelli
Quel dibattersi, quelle ferite – il pianto
lo stringere i denti, il pigolio del pettirosso
il basso del gufo, quel dolore
Quella presenza?

Che cos’era quel ruscello nel bosco – Un rifugio?
La Speranza? Con le sponde coperte di cardi,  di giuncaie
Con mignatte sul fondo, laddove fummo
costretti a vivere, e cioè altrove
Era forse una promessa...
O forse la sete....


piątek, 24 października 2014

Wojciech Kudyba „Il tempo”

Wiersz „Pogoda” Wojciecha Kudyby ukazał się w zbiorze wierszy "W końcu świat", Sopot 2014, str. 22.

Autor: Wojciech Kudyba

Pogoda

pamięci mamy

Była wtedy pogoda, jedliśmy w ogrodzie
Słońce – jakby ukryte – obracało świat.
Przedmioty były lekkie
Zmieniała się ziemia
Kładłaś na głowie rękę
Miała w sobie blask.

Wszystko było w przemianie – zaufanie, taniec
Wszystkie kolory rzeczy, jakby opadł brud
W tym, co chcieliśmy chronić, w trosce
Ktoś odsuwał ciemność.
Pytaliśmy czy umrzesz
Obiecał, że nie.

Tłumaczenie na język włoski: Bożena Zofia Kachel

Il tempo

In memoria della mamma

Faceva bel tempo, abbiamo mangiato in giardino
Il sole – come nascosto – ruotava il mondo.
I soggetti erano leggeri
La terra si mutava
Posavi la mano sulla testa
Aveva in sé il bagliore.

Tutto era in trasformazione – la fiducia, la danza
Tutti i colori delle cose, come se fosse caduta la sporcizia
In quello che volevamo proteggere, nella preoccupazione
Qualcuno spingeva indietro le tenebre,
Abbiamo chiesto se muori
Ha promesso di no.   

czwartek, 19 czerwca 2014

Wojciech Kudyba „Questo”

Polecam (za zgodą autora i tłumacza) lekturę wiersza „To” Wojciecha Kudyby, który ukazał się w zbiorze wierszy "W końcu świat", Sopot 2014, str. 82 oraz jego tłumaczenie na język włoski Bernadetty Mól.
 
Autor: Wojciech Kudyba
 
To
 
Mówiłem do Niego z ziemi, z gliny 
Z mułu, z czarnych ziaren, z trawy
Nisko, z korzeni
Z bólu: to „ja”.  
 
On był jak reszta, ostatnia część
Zgubiony kamyk – w porę    
Zawsze nie w porę, czczony-zapomniany
Na samym dnie 
To, co pozostaje
Ten szorstki osad, zgrzyt, ten błysk
To zaufanie.
 
To: tak, nie, tak; ten takt, niepewność
Śmiertelny ogród – ta wzajemność
Palą się kwiaty, całe życie w ogniach
Światło w środku świata
To „jestem”, to: „zostań”.
 
Tłumaczenie na język włoski: Bernadetta Mól
 
Questo
 
Mi rivolsi a Lui dalla terra, dall’argilla
dalla melma, dalle piccole zolle nere, dal basso
dell’erba, dalle radici
Dal dolore: sono „io”
 
E Lui era come un residuo, l’ultima parte
Un sasso perduto - nel tempo
Sempre fuori dal tempo, venerato-dimenticato
andato a fondo
Quel che rimane
Questo deposito ruvido, uno stridio, questo lampo
Questa fiducia.
 
Questo: si, no, si; questa ritmicità, incertezza
Un giardino mortale - questa reciprocità
Fiori che bruciano, tutta la vita in fiamme
Luce al centro dell’universo
Questo „ci sono”, questo „rimani”.
 
 
 

poniedziałek, 31 marca 2014

Wojciech Kudyba „L’andata”

Wiersz „Wstępowanie” Wojciecha Kudyby ukazał się w zbiorze wierszy "W końcu świat", Sopot 2014, str. 25.
 
Autor: Wojciech Kudyba

Wstępowanie

Wstępując do Tyszowiec – w pośpiechu, w widzenia
Zawsze tak, jakby się odwiedzało niewielką
Krainę Wszystkich Świętych, jeżdżenie na święta
Do Częstochowy, Grabarki, do Jerozolimy:
Najpierw Zamość, Tomaszów, smak dymu, chłód wody
Długie słuchanie wiatru, języka doliny
Potem tylko dukt drogi, stukot deszczu o dach
Pismo, które nie kłamie – podnosi się wieża
I słychać dawne dzwony, to jest: zaproszenie
Gdy wschodzi blask i ścieżką biegnie obietnica.

Jak zwykle o tej porze wszędzie pełno wron
Należy się spieszyć. Być może jest tylko to:
Niecierpliwa wędrówka do Świętego Miasta,
Śpiewanie, wstępowanie, długie, jasne bramy
Rozmowy z guślarzami, mroczny ogień wódki
Szeptanie modlitw, długie różańce pogrzebów
Żegnanie wodą, dymem, mozolna obecność.

Lecz potem także chodzenie na cmentarz – do tych
Którzy żyją. Zapalanie ognia. Co roku
Coraz ich więcej i więcej też dzikiej róży
Głogów, ostów, mniej gestów, lecz coraz wyraźniej
Oko w oko z ciemnością. Już późno. Za murami
W miejscu, gdzie była cerkiew zaczyna się wieczór.

A zatem zmierzch. Powolne odwiedzanie nocy.
Kadisz nad grobem cadyka – tam, gdzie dawno temu
Zrywaliśmy kwiaty lipy. Jeszcze tylko długie
Szukanie naszego domu na Średniej – trudne
Po omacku. O tej porze nie ma nikogo
Kto by wskazał drogę. Jedynie mała gwiazda.

Dom zawsze gdzie indziej.

 
Tłumaczenie na język włoski: Bożena Zofia Kachel 

L’andata

Fare un salto a Tyszowce - in fretta, in vista
Sempre così, come se si visitasse un piccolo
Regno di Tutti i Santi, viaggiare per le feste
A Czestochowa, Grabarka, a Gerusalemme:
In primo luogo Zamość, Tomaszów, il sapore del fumo, il fresco dell’acqua
un lungo ascolto di vento, lingua della valle
Dopo soltanto il sentiero della strada, il battere della pioggia sul tetto
La scrittura, che non mente – si innalza la torre
E si sentono le campane vecchie, cioè: un invito
allorquando sorge il bagliore e lungo il sentiero corre la promessa.

Come di consueto in questo periodo corvi ovunque
Bisogna affrettarsi. Forse è soltanto questo:
il viaggio impaziente verso la Città Santa,
Il Canto, l’entrata, le porte lunghe, luminose
Le conversazioni con i fattucchieri, il fuoco cupo della vodka
Il sussurrare le preghiere, i rosari lunghi dei funerali
L’addio con l’acqua, con il fumo, la presenza penosa.

Ma poi anche le visite al cimitero – per quelli
che vivono. Accendere il fuoco. Ogni anno
ve ne sono di più e sempre di più anche delle rose selvatiche
dei biancospini, dei cardi, meno dei gesti, ma sempre più chiaro
Occhi negli occhi con le tenebre. Già è tardi. Dietro le mura
Nel luogo dove c'era una chiesa inizia la serata.

Dunque il crepuscolo. La visita lenta della notte.
Kaddish sulla tomba del giusto capo – là dove tanto tempo fa
Raccoglievamo i fiori di tiglio. Ancora soltanto la lunga
ricerca della nostra casa sulla Średnia - difficile
al buio. In questo momento non c'è nessuno
Che avrebbe indicato la strada. Solo una piccola stella.

La casa è sempre altrove.

 

środa, 12 lutego 2014

Wojciech Kudyba „Acqua”

Wiersz „Woda” Wojciecha Kudyby ukazał się w zbiorze wierszy "W końcu świat", Sopot 2014, str. 19.

Autor: Wojciech Kudyba

Woda

Wciąż między nami jej niepewny promień
W splątanym ogrodzie bardzo dawno, teraz:
Ścieżka przy płocie, dwie zbutwiałe żerdzie
Na które wspina się mech mokradła
Miarowe skrzypienie.

Magia mechaniki prostej, rychły ruch wahadła
Przestronna przestrzeń, pluszczące przestworza
To one były kiedyś naszym sprzymierzeńcem:
Jedno poruszenie wiosła i byliśmy nad głębią
Całkiem sami.

Co mogła mówić? Jaki rodzaj znaków
Mogła wysyłać do nas, pochylonych w łódce?
Widzieliśmy tak naprawdę niewiele:
Skrawki dawnych sieci, stare wiadro
Kamień na dnie, piasek, niestrudzoną rybę.

Mimo to przecież czuliśmy, jak spływała
Przez nasze ręce niepewnym promieniem.
Nie można było nigdy zdobyć jej na zawsze.
Była inna niż my i wciąż nas zmieniała.

Tłumaczenie na język włoski: Bożena Zofia Kachel

Acqua

Sempre tra noi il suo raggio incerto
Nel garbugliato giardino molto tempo fa, ora:
Un sentiero lungo lo steccato, due assi putride
Ove s’innalza il muschio della palude
Lo scricchiolio metrico.

L’incanto della meccanica semplice, il moto pronto del pendolo
Lo spazio disteso, sciabordio dell’estensione
Una volta essi erano la nostra alleanza:
Una remata ed eravamo sopra la profondità
Completamente soli.

Che cosa poteva dire? Che tipo di segni
poteva inviare a noi, chini su una barca?
A dire il vero abbiamo visto poco:
I ritagli delle reti logore, il secchio vecchio
La pietra in fondo, la sabbia, il pesce indefesso.

Eppure, nonostante ciò, abbiamo sentito come scorreva giù
In un raggio incerto attraverso le nostre mani.
Non si poteva mai riuscire a prenderla per sempre.
Era diversa da noi, e ci mutava di continuo.

środa, 4 września 2013

Wojciech Kudyba „Dialogo”

Wiersz ten znajduje się w tomie Wojciecha Kudyby "Tyszowce i inne miasta", Sopot 2005, str. 9.

Autor: Wojciech Kudyba

Rozmowa

Rozmowa jest jak podróż, zawsze w innym miejscu – 
W głębi Śródziemnomorza, w środku właśnie zaczętej historii;
Wciąż trzeba jej szukać, odchodzić, powracać 
Przeprawiać się na Sycylię, pojutrze, codziennie.

Pociągiem, statkiem, lekkim samolotem,
Wczesnym rankiem, nagle zostawiać widoki.
Późną jesienią poznać niemylny szlak
Wzdłuż działów wodnych,
Przez zamęt unosić jej łagodny promień:
Złociste światło limfy, nurt krwi
W autobusach, na promach, w roku dwa tysiące czwartym.

Lub przeciwnie: ledwie zamknąwszy powieki,
W chwili, która może okazać się wieczna,
Poczuć jak niesie – niczym wielki, atlantycki wiatr:
Zawsze do wewnątrz.
Ruch bywa wtedy rodzajem rytmu,
Wędrówka – słuchaniem.
Wiele podróży ma taki charakter: muzyczny.

Tłumaczenie na język włoski: Bożena Zofia Kachel

Dialogo

Il dialogo è come un viaggio, sempre in un luogo diverso
Nelle profondità del Mediterraneo, proprio al centro della storia che è iniziata;
Di continuo bisogna cercarlo, andarsene, tornare 

traversare in Sicilia, posdomani, quotidianamente.

In treno, con la nave, con un aereo leggero,
Di primo mattino, d’un tratto lasciare il panorama.
Alla fine d’autunno, lungo spartiacque,
Conoscere il sentiero che non t’inganna,
Sollevare nella confusione il suo tenue raggio:
La luce aurea della linfa, il flutto del sangue
In autobus, sui traghetti, nell'anno duemilaquattro.

Oppure al contrario: appena chiusi gli occhi,
In un attimo che può rivelarsi eterno,
Sentire come soffia – quasi come un grande vento atlantico:
Sempre all'interno.
Capita allora che il movimento sia come un ritmo,
Viaggiare è un ascolto.
Molti viaggi hanno siffatto carattere: musicale.

sobota, 20 października 2012

Wojciech Kudyba „Rospo (Un animale poetico)”

Wiersz ten ukazał się w książce "Tyszowce i inne miasta" Wojciecha Kudyby wydanej w Sopocie w 2005 r. na str. 26.
 
Autor: Wojciech Kudyba

Zwierzę poetyckie. Ropucha

Tamtego popołudnia w upalnym ogrodzie,
Za ogrodzeniem sadu, który w tle miał kościół,
Pod krzakiem malin, jakby zapowiadała
Co się z nami stanie: chropawa, w depresji
Z długim, giętkim językiem, manią prześladowczą,
Gotowa opluć,
Wielka, szara, naga.

Byliśmy dziećmi, świat jeszcze był świętem
Nieśliśmy ją w procesji, drogą wśród mchów i zawodzeń,
Składaliśmy ostrożnie na ścieżce, podsuwaliśmy muchy,
Nie chciała jednak ofiar, wolno kicała przed siebie,
Samotnie unosząc swoją gorzką wiedzę
Na czterech łapach.

Nikt nie przypuszczał,
Że kiedyś jeszcze będzie mógł ją spotkać
W tym miejscu – tam gdzie tak chętnie lubiła się chować –
Z drugiej strony miasta,
Pod korzeniami traw, w rogu cmentarza.


Tłumaczenie na język włoski: Bożena Zofia Kachel
 
Rospo (Un animale poetico)

Quel pomeriggio, nel giardino torrido,
Dietro il recinto del frutteto sul cui sfondo c’era una chiesa,
Sotto il cespuglio di lamponi, come ad annunciare
Cosa ci stava per accadere: rozzo, in depressione,  
Con la lingua lunga e sciolta, la mania di persecuzione,
Pronto a sparlare, 
Grosso, grigio, nudo.   

Eravamo bambini, quando il mondo era ancora una festa  
Lo portavamo in processione, lungo la strada tra muschio e ululati,   
Lo posavamo delicatamente sul sentiero, gli porgevamo le mosche,  
Nonostante non volesse vittime, lentamente ci saltellava davanti
Da solo inalberando il suo amaro sapere
A quattro zampe.

Nessuno prevedeva, 
Che un giorno avrebbe potuto incontrarlo
In quel luogo – là dove così volentieri amava nascondersi –
Dall’altra parte della città,
Sotto le radici dell’erba, in un angolo del cimitero.