Etna, Z mojej twórczości, Śladami moich przodków, Kontakt, Sprawy Polaków, Ciekawostki z Sycylii

niedziela, 14 października 2012

Spotkanie

W drugą rocznicę śmierci Annie Jurasz, która dla wielu z nas była koleżanką, aktywnym członkiem Zarządu Związku Polaków we Włoszech oraz znaną dziennikarką i redaktor naczelną Biuletynu Informacyjnego „Polonia Włoska”, dedykuję ten wiersz.

Spotkanie

Aniu,
znałyśmy się tylko przez telefon i z fotografii.
Tej, której nigdy mi nie dałaś.
Słuchając twego głosu cieszyłam się
i marzyłam –
z pewnością kiedyś się spotkamy – koleżanko, Polko…

Aniu,
jeden cel nam przyświecał,
choć kilometry nas dzieliły.
Los zrządził jednak inaczej…
Moje marzenia! – nie spełniły się.

Zbyt wcześnie odeszłaś i to już na zawsze.
Lecz…
Kto wie?
Może w innym życiu spotkamy się?...

piątek, 5 października 2012

Wywiad z polskim poetą

A w nim o Wisławie Szymborskiej i innych pisarzach.

Z Wojciechem Kudybą rozmawia Bożena Zofia Kachel

Na zdjęciu: Wojciech Kudyba
Fot. Bożena Zofia Kachel

Wojciech Kudyba (ur. 1965 r. w Tomaszowie Lubelskim), profesor nadzwyczajny w Katedrze Literatury Współczesnej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i wykładowca Studium Literacko-Artystycznego UJ, poeta, eseista, krytyk i historyk literatury, członek krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Warszawskiego Gremium Partnerskiego KAAD, a także współpracownik Komisji Języka Religijnego PAN. Jest laureatem konkursów poetyckich (m.in. R.M. Rilkego w Sopocie i K.I. Gałczyńskiego w Praniu) oraz nagrody Fundacji im. J.S. Pasierba (2005, 2007). Ostatnia jego publikacja to Wiersze wobec Innego, Sopot 2012.
Szanowny Panie Wojciechu, z ogromną satysfakcją wspominam ubiegłoroczny Festiwal Poezji w Kutnie i okazję poznania wielu polskich poetów, a wśród nich Pana. Znalezienie się w gronie twórców współczesnej literatury polskiej, jeszcze bardziej niż do tej pory, rozbudziło we mnie zamiłowanie do pisania oraz chęć utrzymywania żywego kontaktu z polskim środowiskiem literackim. Wciąż staram się być aktywna literacko, pisze wiersze, opowiadania, artykuły itp. I jest mi bardzo miło, że (dosłownie w 1. rocznicę naszego przypadkowego poznania się) mieliśmy okazję spotkać się znowu, by móc porozmawiać o naszych wspólnych zamiłowaniach poetyckich i polskich pisarzach.

Wiem, że w języku włoskim opisał Pan swoje spotkanie ze zmarłą w tym roku polską poetką uhonorowaną literacką Nagrodą Nobla, Wisławą Szymborską. Czy było to jedyne spotkanie Pana z Noblistką, czy jedno z wielu? Mógłby Pan łaskawie przytoczyć swoje najmilsze wspomnienie ze spotkania z Wisławą Szymborską oraz to, czym jako poetka zafascynowała Pana najbardziej?

Takich spotkań się nie zapomina. Nie było ich zresztą zbyt wiele, najbardziej pamiętam pierwsze. W 1992 r. poetka mieszkała jeszcze w szarym bloku z widokiem na zaniedbane podwórko, ja byłem zaraz po studiach, skorzystałem z okazji, że moja dyrektorka była przyjaciółką poetki i wzięła mnie ze sobą. Na ósme piętro jechało się skrzypiącą windą. Usiedliśmy w pokoju gościnnym, przy małym stoliku, na którym stała już kawa. Po prawej stronie, pod ścianą było duże biurko, na którym leżała szyba. Pod szybę ktoś powtykał małe skrawki papieru, zapisane drobnym, nierównym pismem. Najbardziej prywatna przestrzeń pisarza – jego notatki, zapiski, z których rodzą się wiersze. Tak pomyślałem. Kiedy poetka wyszła na chwilę do kuchni, kilka z nich udało mi się odczytać. „Marmoladowy giermek”, „Paź złotopłowy”, „Blada księżniczka”, „Ciężki król”. Wstałem od stołu z uczuciem konsternacji. Wspomnienia z dzieciństwa? Spis bohaterów baśni? Nasza rozmowa zaczęła się właśnie od tego - od objaśnienia świata pod szkłem. „Wie Pan, bezdomne koty nie mają imion, a ja muszę je jakoś zawołać, zanim dam im jeść. Przychodzi ich coraz więcej, są bardzo różne. Boję się, że o którymś zapomnę. Dlatego zapisuję. Muszą się jakoś nazywać.” To właśnie mnie w poetce zafascynowało najbardziej – troska o codzienne sprawy, o zaniedbane koty i mnóstwo innych rzeczy, na które nie zwracamy uwagi. „Czy jest Pan poetą? – zapytała Wisława Szymborska. „Tak” - odpowiedziałem. Wyjęła wtedy spod łóżka tom Ludzie na moście i napisała dedykację „Panu Wojciechowi Kudybie (Poeta!) – bardzo serdecznie – Wisława Szymborska”. A na koniec powiedziała. „Jeśli jest Pan poetą, to z czasem zrozumie Pan, jak ważne jest to, co inne”.

Na łamach prasy można spotkać określenie dotyczące W. Szymborskiej – „…to Poetka od „rzeczy nieważnych, które są ważne”.” Czy Pan podziela takie zdanie o Poetce?

To trafna formuła. Julian Przyboś powiedział kiedyś o swej młodszej koleżance, że w swoich wierszach jest krótkowidzem: dostrzega przede wszystkim to, co znajduje się najbliżej. Kiedy przyjrzymy się obrazom, jakie pojawiają się w poezji Wisławy Szymborskiej, to prędzej czy później sami dojdziemy do podobnych wniosków. Poetka prawie nigdy nie stara się przedstawiać czegoś, co znajduje się w oddali, najczęściej opisuje drobne przedmioty, małe zwierzęta  - jednym słowem: to co widzi się z bliska. Bliskość ta ma zresztą także inny wymiar – emocjonalny. Szymborska jest poetką codzienności – poetką zwykłych spraw i zdarzeń. Dochodzimy w ten sposób do paradoksu, który Pani przywołała. Z punktu widzenia kogoś obcego, niewrażliwego przedmioty, którymi wypełniamy nasz pokój, nie mają zbyt wielkiego znaczenia, a sprawy, które się w nim dzieją są tak małe, że nie warto na nie zwracać uwagi. Dla nas jednak to są rzeczy absolutnie najważniejsze i sprawy o podstawowym znaczeniu, bo właśnie z nich składa się nasze życie – innego na razie nie mamy.

Niektóre utwory W. Szymborskiej są bardzo ironiczne. Czy wg Pana „ironia” była towarzyszką Jej życia?

W Europie Zachodniej opisuje się współczesną polską poezję jako dość spójny nurt „ironicznych moralistów”. Oprócz Szymborskiej umieszcza się w nim Różewicza, Herberta, Miłosza. Myślę, że słusznie. U nich wszystkich ironia jest sposobem budowania dystansu, formą ocalania własnej suwerenności. Każdy z tych poetów rozumie ją jednak trochę inaczej. Myślę, że u Szymborskiej chodzi o obronę tego, co zwyczajne, pojedyncze, prywatne. Jej postawa nie jest sarkastyczna, zjadliwa, lecz raczej łagodna, nieustannie towarzyszy jej rodzaj ciepłego uśmiechu nad głupotą wielkich ideologii… Mam wrażenie, że poetka wykreowała w swej twórczości specjalny typ bohatera – jest to ktoś zwykły, przeciętny. Ale to właśnie on jest u niej mądrzejszy niż filozofowie, ideolodzy, politycy. To trochę tak, jakby poetka mówiła: „mądrość jest w twoim domu, nie pozwól, by inni narzucili Ci swój sposób myślenia”.

W. Szymborska nie znosiła „patosu”. A Pan, jak Pan odnosi się do patosu? Czy wiersze trzeba czytać „na kolanach”?

Nie, na pewno nie. Poetka nie znosiła „postawy uniżonej” wobec wiersza i wobec siebie. Dlatego tak często żartowała zarówno ze świata, jak i własnej poezji i samej siebie. Uważała, że patos jest wyrazem pychy. Według niej patosem posługują się przede wszystkim politycy, różni „zbawiacze”, którzy mają gotową receptę na uszczęśliwienie ludzkości, pod warunkiem, że oddamy im władzę nad naszym życiem. A potem wychodzą z tego same nieszczęścia. W tym sensie patos zawsze budził w niej niepokój – czy przypadkiem nie kryje się za nim jakaś obietnica fałszywego raju. Przyznam, że mój stosunek do patosu jest bardziej złożony. Nie byłem zarażony socrealizmem, słabo pamiętam okres komunizmu w Polsce. Jestem uwikłany we współczesną polszczyznę, w której panuje moda na prostactwo i wulgarność. Jest we mnie silny bunt przeciwko tym tendencjom. Uważam, że źle by się stało, gdyby zepchnięto język Kochanowskiego i Mickiewicza do rynsztoka. Bliska mi jest estetyka groteski, która potrafi łączyć śmiech i strach, powagę i humor, patos i zwyczajność.

Wisława Szymborska wielokrotnie odwiedziła Włochy. Pan też. Proszę mi opowiedzieć, co skłoniło Pana do tych wyjazdów? W jakich miejscowościach Pan przebywał oraz czy Pana poezja była już tłumaczona na język włoski?

Włochy to dla mnie kraj szczególny. Pierwszy mój wyjazd zagraniczny to była właśnie podróż do Włoch w grudniu 1986r. Wyjechaliśmy z chórem akademickim KUL w tournée artystyczne. Śpiewaliśmy w Rzymie i mieliśmy dużo koncertów na Sycylii. Nowy Rok spędzaliśmy na promie z Messyny do Reggio. Wszystko dokładnie pamiętam, bo właśnie wtedy oświadczyłem się mojej żonie… W moich podróżach do Włoch od początku splatały się trzy wątki i tak zostało do dziś – wątek osobisty, wątek przeżywania głębokiego kontaktu z kulturą i wątek kontaktu z naturą. Tak jakoś się stało, że w podróży poślubnej byliśmy właśnie we Włoszech, ale chyba dość nietypowo. Najpierw przez tydzień wspinaliśmy się w Dolomitach, a potem tydzień włóczyliśmy się po Wenecji. I tak w naszym podróżowaniu już zostało: nieźle poznaliśmy włoski Tyrol, ale także całkiem spory kawałek, Toskanii i Umbrii oraz Rzym. W tym roku miałem wykłady w Genui, więc dorzuciliśmy jeszcze Ligurię. Sporo jeszcze przed nami, jesteśmy zakochani w Italii. Italia jest częścią naszej miłości. Na razie nie przełożyło się to na sukcesy literackie w tym kraju, nie miałem do tej pory tłumaczeń, ale nie przestaję wierzyć, że jeszcze kiedyś się to zmieni…

niedziela, 19 sierpnia 2012

Pilotowanie wycieczek

Od morza do morza – zewsząd, gdzie budzi Was zorza
– przez góry i rzeki ruszajcie w świat daleki!



Osobom ambitnym i ciekawym świata pomogę dotrzeć do najbardziej interesujących miejsc.







Oto moje uprawnienia zawodowe:
• Uprawnienia pilota wycieczek (leg. nr. 7411)
• Ukończony kurs dla pilotów wycieczek.


Usługi pilotażu:
małe i duże grupy (grupy szkolne, incentive tours itp.)
• turyści indywidualni (VIP)
• pielgrzymki
• standardowe i tematyczne trasy turystyczne.




Znajomość języków - biegła:      
włoski.



Inne uprawnienia:

tłumacz: języka włoskiego, polskiego i rosyjskiego.

 





Fot. Bożena Zofia Kachel 


Zobacz też blog: 

niedziela, 20 maja 2012

O emigracji naszych rodaków…

Przez emigrację w tym tekście należy rozumieć wyjazd z kraju w celach zarobkowych, gdyż o tego typu emigracji będzie mowa. A właściwie o tym, co myślą o emigracji naszych rodaków Polacy mieszkający w kraju? Polacy, którzy sami nie zdecydowali się na taki krok. Dlaczego? Dowiemy się o tym na podstawie rozmów z niektórymi moimi rozmówcami.

Część I

Na podstawie rozmowy z panią Anną.

Podróżując po kraju miałam okazję przebywać w małych i dużych miejscowościach, gdzie ze zwykłej ciekawości nawiązywałam rozmowy z miejscową ludnością na temat emigracji. Wiele osób bardzo chętnie podtrzymywało nasze konwersacje, uświadamiając mnie o tym, że w każdym polskim środowisku mówi się dużo i często o emigracji. Szczerze mówiąc to mnie wcale nie zaskoczyło. Faktycznie w kraju wiele dyskutuje się o emigracji i o jej efektach. Im bardziej środowisko odczuwa brak miejsc do pracy, tym bardziej frapuje je dyskusja na temat emigracji. Wówczas w opinii społeczeństwa wyłaniają się w większości jej pozytywne strony. Wśród nich należy wyszczególnić możliwość przetrwania kryzysu oraz szybkiego podniesienia własnej stopy życiowej. Wiele osób zdobyło się na ten krok i wyjechało z kraju, wcale tego nie żałując. Tak mówią o nich członkowie ich rodzin oraz znajomi.   

Odwołując się natomiast do statystyk możemy powiedzieć, że liczna część społeczeństwa polskiego nie popiera emigracji. Wręcz przeciwnie, silnie ją krytykuje i z zażenowaniem wypowiada się o jej przyczynach. Taki punkt widzenia mają na ogół osoby, które w najbliższej rodzinie nie doświadczyły choćby czasowej emigracji, bądź z jej przyczyny doznały tragedii rodzinnej.

Pani Anna, mieszkanka Długosiodła, gminnej miejscowości, liczącej około 1350 mieszkańców, podzieliła się ze mną swoimi odczuciami. Z najbliższej rodziny pani Anny nikt nie przebywał i nie przebywa w celu zarobkowym poza granicami naszego kraju. Pani Anna jest mężatką i matką (dwojga dzieci), prowadzi własną działalność gospodarczą, zakład fryzjerski. Zatrudnia jednego pracownika. W zawodzie fryzjerskim pracuje ponad 20-ścia lat. Jest rodowitą Polką dumną z tego, że mieszka w Polsce. Nie narzeka też, że mieszka w małej miejscowości. Wiemy, iż w małych miejscowościach istnieją znikome szanse podjęcia pracy w miejscu zamieszkania oraz to, że małe środowiska często niekorzystnie wpływają na rozwój umiejętności profesjonalnych. W przypadku pani Anny wcale tak nie było i nie jest. Otóż, pani Anna należy do osób odważnych, wytrwałych i przede wszystkim bardzo pracowitych. Nie bała się zainwestować we własną działalność. Choć przyznała, że wielokrotnie wyjazd za granicę kusił ją bardzo, ale za każdym razem w tej kwestii przemówił rozsądek.

Dlaczego pani Anna nie poddała się emocjom? Dlaczego nie wyjechała jak wielu innych? Otóż pani Anna patrząc na emigrację ze wszystkich możliwych stron widzi w niej więcej złego niż dobrego. Po pierwsze, przypuszcza, że ze względu na ogólnie duże bezrobocie na świecie, start na rynku pracy w wyuczonym zawodzie w jakimkolwiek kraju z pewnością jest o wiele trudniejszy niż w kraju rodzinnym. Tym samym sądzi, że rozwój kwalifikacji zawodowych zostaje niejednokrotnie tłumiony, wręcz niemożliwy. Wiele słyszy się o tym, że często z konieczności nasi rodacy za granicą podejmują pracę służebną, jako pomoc domowa, opiekunowie dzieci czy osób starszych. I choć według pani Anny żadna uczciwa praca nie znieważa godności człowieka, to taką możliwość uważa za żenującą. Nie wyobraża sobie takiego własnego startu za granicą, dlatego nie poddała się pokusom wyjazdu.

Po drugie, o wyjazdach młodych fachowców z kraju mówi, jako o olbrzymim elemencie wpływającym negatywnie na ogólny rozwój Polski. Z przykrością dodaje, że w ostatniej dziesięciolatce nasz kraj został dotknięty właśnie tym fenomenem. Rozpoczął się on wówczas, kiedy to młodzi specjaliści masowo wyruszyli za pracą do krajów UE. Pani Anna uważa, że nasi młodzi dobrzy fachowcy mają duże szansę zrealizowania się w kraju. Sama jest tego przykładem. A ona zaczynała w czasach o wiele trudniejszych. Ogólnie było trudniej pod każdym względem i na każdym kroku. W tamtych czasach trudno było rozwinąć własną działalność, ale jeszcze trudniej było wyjechać do krajów zachodnich. I tak pani Anna postanowiła wypróbować swoje predyspozycje zawodowe na terytorium naszego kraju, otwierając własny zakład. Dziś jest w stanie powiedzieć, że jej się powiodło i że nie żałuje swojej decyzji.  
  
 Na zdjęciu: Pani Anna
Fot. Bożena Zofia Kachel

 A po trzecie, pani Anna sądzi, że wyjazdy za granicę na długi okres czasu źle wpływają na stosunki rodzinne. Nie widzi się w roli żony z mężem przebywającym poza krajem. A jako żona i matka nie wyobraża sobie życia z dala od domu. Jest szczęśliwa, że pracuje właściwie w domu. Część budynku mieszkalnego zaadoptowała na zakład. Przez to nie traci czasu na dojazdy do pracy i ma możliwość nadzoru nad niepełnoletnimi dziećmi. Ponadto w jej przekonaniu dobre wychowanie dzieci powinno opierać się na wzorcowej pracy rodziców. Dzieci powinny mieć jak najwięcej możliwości obserwowania pracy rodziców i okazji do wdrażania się do drobnych prac. Daje to pozytywny efekt kształtowania odpowiedzialności, sumienności oraz szacunku do często zmęczonych rodziców. Dlatego też pani Anna nie wyobraża sobie wychowywania dzieci z dala od ojca, a jeszcze bardziej z dala od matki. Miłość rodzicielską uważa za najcenniejszy dar życia. Jej zdaniem rodziny nie powinny rozdzielać się na długo, żeby nie tracić tego cennego daru. Natomiast na pytanie, co mogą odczuwać matki wyjeżdżające za granicę i pozostawiające nawet maleńkie dzieci, pani Anna nic nie odpowiedziała. Dodała tylko po chwili, że nikomu nie życzy doświadczać takich uczuć.

Korzystając z okazji nadchodzącego Dnia Matki, razem z panią Anną pragniemy życzyć wszystkim Matkom, żeby jak najdłużej miały swoje Pociechy przy sobie, a potem, żeby one nie zapominały o swoich Matkach. Jeszcze jedno, żeby słowo emigracja na zawsze pozostawało tylko tematem do dyskusji i nigdy nie przeradzało się w konieczne realia. 

sobota, 5 maja 2012

Język polski w oczach Włochów, cz. III

W tej części mamy przykład młodej Włoszki zainteresowanej językiem polskim i kulturą naszego kraju. Pani Manuela uczy się języka polskiego, korzystając z prywatnych lekcji.  

Trzecia moja rozmówczyni to magister filozofii i jednocześnie studentka teologii, 25-letnia mieszkanka Katanii, Manuela Finocchiaro. Od ponad roku pani magister uczy się języka polskiego. Trudno jej określić, jak i dlaczego podjęła tę decyzję. Pamięta tylko, że jednego dnia rozmawiała z koleżanką z teologii, a następnego dnia w punkcie kserokopii przeczytała ogłoszenie: „udziela się prywatnych lekcji języka polskiego”. I tak bez dłuższego zastanawiania się postanowiła spróbować nowego eksperymentu. W jej przypadku to normalne. Tak reaguje we wszystkich nowych kwestiach. Nie mierzy ani czasu straconego, ani ryzyka. Stawia przed sobą cel i dąży do niego. Pani filozof swoją decyzję podsumowała filozoficzną myślą „każde nowe doświadczenie dokądś prowadzi”.

Wcześniej Pani Manuela uczyła się języka rosyjskiego, choć nie był on obowiązkowym przedmiotem jej studiów. Podjęcie nauki nie sprawiło jej żadnych trudności. Na uniwersytecie w Katanii istnieje katedra języka i literatury rosyjskiej, która poza obowiązkową formą nauczania, prowadzi formę fakultatywną. Z tej formy skorzystała moja rozmówczyni, uczęszczając na zorganizowany kurs języka rosyjskiego objęty ogólnym programem studiów.

W przypadku języka polskiego sytuacja wygląda inaczej. Uniwersytet w Katanii nie prowadzi nauczania języka polskiego. W związku z powyższym dla zainteresowanych studiowaniem naszego języka pozostają 2 możliwości: studiowanie, jako autodydakta lub uczęszczanie na lekcje prywatne. Pani Manuela, mimo że wówczas posiadała minimalne możliwości ekonomiczne, wybrała lekcje prywatne. Bezzwłocznie umówiła się z jej przyszłą nauczycielką, pod której okiem, krok po kroku, rozpoczęła naukę. Na początku 1 godzinę tygodniowo. Jednak z lekcji na lekcję wzrasta jej zainteresowanie językiem polskim, a z nim chęć do kontynuowania nauki. Pani magister pragnie dojść do poziomu efektywnego komunikowania się. Realizację tego widzi poprzez osiągnięcie umiejętności skutecznego porozumiewania się, z zastosowaniem właściwych form lingwistycznych.  

Na zdjęciu: Manuela Finocchiaro
Fot. Bożena Zofia Kachel

Z czasem chciałaby odwiedzić Polskę. Nigdy jeszcze nie była w naszym kraju. Sądzi, że wkrótce powinna zrealizować to swoje marzenie. Bardzo zależy jej na nawiązywaniu kontaktów, pozwalających na rozszerzanie związków kulturalnych i coraz głębszym uświadamianiu sobie różnic interkulturowych. Pierwszą taką okazję miała 21 kwietnia 2012 roku.

Z dumą podzieliła się wrażeniami ze spotkania o charakterze literackim mającego miejsce w księgarni Cavallotto w Katanii, na którym poznała wiele osób pochodzących z Polski. Spotkanie było poświęcone pamięci polskiej poetki, laureatki Nagrody Nobla, niedawno zmarłej, Wisławie Szymborskiej. W tym spotkaniu pani Manuela odegrała ważną dla niej rolę, czytała 3 wiersze Wisławy Szymborskiej we włoskim tłumaczeniu. Doświadczenie to przeniosło ją na arenę międzynarodową i stało się dla niej ważnym elementem kształcenia interkulturalnego.

Na zdjęciu: Manuela Finocchiaro
Fot. z prywatnego archiwum Manueli Finocchiaro

Pani magister uważa, że włoskie społeczeństwo powinno patrzeć z wielkim zainteresowaniem na takie państwo, jak Polska, gdyż posiada ono dobra kulturalne i bogactwa naturalne, kiedyś Włochom nieznane. Ponadto twierdzi, że kraje UE powinny zbliżać się do siebie poprzez wzajemne poznawanie się. I dlatego obowiązkiem każdego obywatela powinno być pielęgnowanie i rozwijanie własnej koncepcji interkulturowej. A mówienie w języku, który do niedawna uznawany był za język mniej ważny, dziś powinno być widziane, jako wyróżnienie, jako pomost w kierunku innej kultury.

wtorek, 1 maja 2012

Wisławie Szymborskiej…

        Polacy i Włosi w Katanii uczcili pamięć polskiej poetki, laureatki Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1996 roku, niedawno zmarłej, Wisławy Szymborskiej, spotkaniem o charakterze literackim. To spotkanie składało się z trzech części: wspomnień o pobycie Poetki w 2008 roku w Katanii, lektury jej utworów oraz obejrzeniu fragmentów filmu dokumentalnego autorstwa Katarzyny Kolendy-Zaleskiej pt. „Chwilami życie bywa znośne…” i było prowadzone (przeze mnie) w języku włoskim. Poezje czytano w języku polskim i w języku włoskim.

Fot. Bożena Zofia Kachel (2008)
21 kwietnia 2012 roku w księgarni Cavallotto odbyło się spotkanie o charakterze literackim przygotowane z inicjatywy Stowarzyszenia Kulturalnego „Amici dell’Europa” i Bożeny Kachel (we własnej osobie) członka Stowarzyszenia Kulturalnego „Dagome” przy współpracy z ww. księgarnią.

Fot. z prywatnego archiwum Bożeny Zofii Kachel

Pani Cavallotto, witając zgromadzonych, wyraziła ogromne zadowolenie z pomysłu tego spotkania i skierowała podziękowanie pod adresem, Kazimiery Wojnickiej Pappalardo, prezesa Stowarzyszenia Kulturalnego „Amici dell’Europa”. Dodała też, że w 2008 roku miała zaszczyt poznać Wisławę Szymborską. Ta wybitna poetka w pamięci pani Cavallotto pozostawiła obraz osoby energicznej i bardzo skromnej. Pani Kazimiera Wojnicka Pappalardo wyraziła zaś głębokie podziękowanie dla Instytutu Polskiego w Rzymie za udostępnienie filmu dokumentalnego poświęconego Noblistce. 

 
Fot. z prywatnego archiwum Bożeny Zofii Kachel
Studentka Uniwersytetu w Katanii, Lorenza Ramazzo, przybliżyła zgromadzonym postać Wisławy Szymborskiej, przedstawiając w języku włoskim jej biografię. Zaakcentowała wymowę twórczości Poetki i to, że Szymborska została zaliczona do największych poetów XX wieku. Podkreśliła, że Poetka za swoją twórczość otrzymała wiele nagród, w tym najbardziej prestiżową Nagrodę Nobla. Utwory Noblistki są znane na forum literatury światowej i zostały przetłumaczone na 42 języki.
Następnie ja (Bożena Kachel) opowiedziałam o pobycie Poetki w 2008 roku w Katanii, o rozmowie z Noblistką i o obiedzie zorganizowanym przez Konsulat Generalny RP w Katanii, na którym Wisława Szymborska była honorowym gościem.
7 kwietnia w Pałacu Biscari zainaugurowano piątą edycję Międzynarodowego Festiwalu Poezji wieczorem poświęconym w całości Wisławie Szymborskiej. Festiwal był zorganizowany przez Biaggio Guerrerę, Angelo Scandurrę i Giovanniego Miraglię (obecnego na tym spotkaniu) przy współpracy Instytutu Polskiego w Rzymie, Konsulatu Generalnego RP w Katanii, Associazione Musicale Etnea, Stowarzyszenia Leggerete oraz wydawnictw Scheiwiller i Adelphi. W inauguracji Festiwalu uczestniczyli także konsul Gerard Pokruszyński, dyrektor Instytutu Polskiego, Jarosław Mikołajewski oraz wielu innych…  
Ja w tym czasie pracowałam w charakterze referenta w urzędzie konsularnym. Dwa dni wcześniej, tj. 5 kwietnia Poetka była honorowym gościem na obiedzie zorganizowanym przez nasz urząd. Właśnie wtedy miałam zaszczyt poznać Wisławę Szymborską i porozmawiać z nią osobiście. Różne pamiątki pozostały mi z tamtych dni, wśród nich książki z dedykacją i zdjęcia.

Fot. z prywatnego archiwum Bożeny Zofii Kachel (2008)
Niektóre zdjęcia zostały zaprezentowane podczas spotkania. W trakcie prezentacji słuchano lektury wiersza Metafizyka w wykonaniu samej Poetki, a następnie przeczytanego po włosku przez Lorenzę.
Główną częścią spotkania o charakterze literackim była lektura poezji. Poprzedzona (przeze mnie) recytacją wiersza Nic dwa razy, zaliczanego do najpopularniejszych utworów Wisławy Szymborskiej, będącego lirykiem o uniwersalnym przesłaniu o podtekście filozoficzno-intelektualnym, dającym zrozumienie istnienia ludzkiego na tej ziemi i to, że los człowieka jest niepowtarzalny. Manuela Finocchiaro przeczytała go po włosku. Razem z Manuelą przeczytałyśmy jeszcze Uśmiechy i Podziękowanie. Ewa Świderek i Lorenza przeczytały Pierwszą fotografię Hitlera. Wiersz ten jest następnym bardzo wymownym utworem. Wprowadza nas do głębokich refleksji, podkreślając, iż z każdego dziecka może wyrosnąć dobry lub zły człowiek. Pan Giovanni Miraglia przeczytał Scrivere il curriculum i przy tej okazji podzielił się z publicznością także swoimi wspomnieniami z pobytu w 2008 roku Wisławy Szymborskiej na Sycylii. Dla pana Miraglii była to również okazja do poznania zmarłego pod koniec listopada 2011 roku, Pietro Marchesaniego, tłumacza na język włoski utworów Noblistki. Z dumą podkreślił, że czytając po włosku wiersze Szymborskiej, czytamy Marchesaniego. Nulla in regalo przeczytała Rosanna Iudica, a Un incontro inatteso i La Cipolla – Kazimiera Wojnicka Pappalardo. Il gatto nell’appartamento vuoto przeczytała Wiola Scrimali, a Ewa Świderek z Giulią La Manną – Wszystko. Ewa Niewadzi Schirò z Giulią przeczytała Epitafium. Na zakończenie Ewa Świderek przeczytała, tylko po włosku, Figli dell’epoca.

Fot. z archiwum księgarni Cavallotto
Po lekturze odbyła się projekcja filmu dokumentalnego (w skróconej wersji) autorstwa Katarzyny Kolendy-Zaleskiej pt. „Chwilami życie bywa znośne”. W filmie tym przedstawiono m.in. epizody z podróży Poetki po Sycylii. Poza sceną z wieczoru w Pałacu Biscari, gdzie Konsul, Gerard Pokruszyński składał podziękowania Wisławie Szymborskiej, jeszcze dwie sceny zasługują na uwagę. Pierwsza, jak Poetka przy drogowskazie Corleone czyta wersy „W miejscowości Corleone można dostać cios w przeponę…”, gdzie niepowtarzalny klimat sycylijskiego środowiska miał inspirujący wpływ na powstanie tych wersów. Druga zaś, jak odwiedziła Pescherię (rynek rybny), wyrażając tym swoją skromność.

Fot. z archiwum księgarni Cavallotto
Prezentację filmu zakończono zaproszeniem do otwartej dyskusji, po której szczególne podziękowanie za wkład pracy w organizację spotkania zostały skierowane do Rodziny Cavallotto, pani Kazimiery Wojnickiej Pappalardo, Ewy Świderek, Ewy Niewadzi Schirò, Bożeny Kachel (we własnej osobie) oraz podziękowano publiczności za tak liczne przybycie.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Etna – spektakularna erupcja

To już siódma w tym roku. Jej charakter Stromboliański można było podziwiać z Katanii w nocy z 23 na 24 kwietnia 2012 w godz. 3:30-4:15. Zdjęcia i film są tego świadkami.



23 kwietnia 2012, jeszcze przed świtem widoczny był z Katanii unoszący się żar nad Etną. To właśnie rozpoczęła się 7 w tym roku erupcja wulkanu. Tym razem faza erupcyjna trwała dosyć długo i spokojnie. Obserwowana w ciągu dnia dawała wrażenie tylko fazy wstępnej, lecz po zachodzie słońca jej widok nabierał uroku, przyciągając ciekawość obserwatorów. Niestety prawie do trzeciej w nocy spektakularny obraz erupcji (z Katanii) częściowo przysłaniały chmury. Przyszedł jednak czas i na kulminacyjną fazę o charakterze Stromboliańskim. Nie widoczne były wysoko unoszące się gazy oraz popiół wulkaniczny, lecz od intensywnej emisji lawy nie można było oderwać oczu. Dotyczyła ona, jak i poprzednie, krateru południowo-wschodniego, spływając w kierunku Valle del bove.  

 
Temu wybuchowi, od wieczora, towarzyszyła lekka zmiana warunków atmosferycznych, nasilił się nieco zimny wiatr. Aktywność wulkanu zmniejszyła się po godz. 4:30.

Częstotliwość wybuchów w 2012 roku przedstawia się następująco: pierwszy – 5 stycznia 2012, drugi – 9 lutego 2012, trzeci – 4 marca 2012, czwarty – 18 marca 2012, piąty – 1 kwietnia 2012, szósty – 12 kwietnia 2012 i siódmy – 23 kwietnia 2012.


Zdjęcia i filmik: Bożena Zofia Kachel; wykonane dnia 24 kwietnia 2012 w godz. 3:30-4:15.